czwartek, 13 sierpnia 2015

Zrób coś DLA SIEBIE

Sztuka? A na co to komu...


Ludzi, którzy uprawiają sztukę dla samej sztuki, jest zapewne niewiele. Mierząc się z zamiarem napisania wiersza lub zrobienia zdjęcia, zaczynamy kalkulować, ile osób to zobaczy. Bo przecież nasze dzieło musimy wstawić do Internetu. I nie twierdzę, że sztuki nie warto pokazywać innym. Opinie ludzi, zwłaszcza pozytywne  dają nam motywację do dalszego tworzenia. Co jednak, jeśli nasze prace nie są tak często wyświetlane ani chwalone? Mamy przestać tworzyć? Pojawia się myśl: "Nie komentują znaczy, że nie jestem dość dobry. Może lepiej dać sobie z tym spokój? i rzucamy pasję, która dawała nam radość.  W dzisiejszych czasach, kiedy w Internecie może wypromować się każdy - tak nam się przynajmniej wydaje. Gdy nam się to nie udaje, popadamy w depresję i frustrację.  Tymbardziej przypadek Vivian Maier, która 40 lat swojego życia spędziła na byciu nianią, wolny czas spędzając na fotografowaniu jest nadzwyczaj godny naśladowania. Podczas swojego życia zrobiła około 150 tysięcy (!) zdjęć, które zostały odkryte dopiero po jej śmierci i zostały wystawione na całym świecie. Czy była sfrustrowana faktem, że jej zdjęcia nie ukazywały się w gazetach? Tego nie wiemy.  Możemy przypuszczać, że gdyby jej pasja nie dawałaby jej satysfakcji, po prostu zaprzestałaby robienia zdjęć. 


Pasja

Co skłania pewnych ludzi do kontynuowania pasji, mimo braku sukcesów? Własnie to, że jest to ich pasją. Nie środkiem do uzyskania sławy czy pieniędzy. Dzięki pasji szkolimy własne umiejętności, spędzamy miło czas, odkrywamy się od codziennych problemów. Dlaczego więc nie poświęcać jej więcej czasu? Nie zmarnuj swojego talentu przez opinie innych. Kto wie, może stworzysz coś, czego jeszcze nie było? Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz. A więc do dzieła! :)

 

 


Vivian Maier, autoportret

www.vivianmaier.com/gallery/self-portraits

Nicnierobienie nie takie super



foto: www.pomalujmojswiat.deviantart.com


Z nazwiskiem Csikszentmihalyi spotkałam sie nie raz podczas czytania artykułów w psychologicznych pismach (przyznaję, musiałam je tutaj skopiować). Autor zrewolucjonizował moje podejście do spędzania wolnego czasu.Największy dla mnie odkryciem jest fakt, że odpoczywając pasywnie, tak naprawdę tracimy siły fizyczne i energię psychiczną, zamiast je zyskiwać. Dla mnie to była rewolucja. W czasie wakacji często czuję się znudzona, bez sił. Przecież nic nie robię! Większość czasu śpię, oglądam filmy, jem. Choć są to czynności przyjemne, relaksujące, nie czuję się po nich dobrze, nie dostaję zastrzyku energii. Dlaczego tak się dzieje? Oglądając telewizję nie wykorzystujemy swoich zdolności. Oglądać telewizję może każdy. Natomiast angażując się w czynności, które wymagają pewnych zdolności, czujemy się lepiej psychicznie i fizycznie. Jest jednak pewien warunek. Czynności te muszą być dla nas wyzwaniem. Nie zbyt dużym, ponieważ wtedy tracimy motywację i rezygnujemy, ale nie zbyt małym. Gdy użyjemy swoich zdolności i wykonamy coś poprawnie, przeskoczymy jakąś granicę własnych możliwości, otrzymujemy gratyfikację. W trakcie wykonywania samej czynności czujemy, jakby czas się zatrzymał. Właściwie nie czujemy ani nie myślimy, po prostu robimy co w danej chwili jest dla nas najważniejsze. Właśnie tym jest flow. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że piszesz lub malujesz od godziny, a przecież dopiero siadłeś do komputera. Musiałeś się trochę napocić, żeby napisać te 5 stron książki, ale było warto. Dlatego czasami warto "zmusić się" do bardziej aktywnego spędzania czasu.



Źródło:
Mihalyi Csikszentmihalyi - Finding Flow

środa, 5 sierpnia 2015

Prawdziwe szczęście



Martin Seligman już na samym początku książki przekonuje nas, że pozytywne emocje potrafią zdziałać cuda i naprawdę poprawić jakość (a nawet długość!) naszego życia. I nie są to tylko psychologiczne domysły, ale fakty.  Coraz więcej mówi się o chorobach psychosomatycznych, czyli takich które wywołane są stanami emocjonalnymi, np. choroba wrzodowa lub chociażby zwykły ból głowy. Ciało nie jest już oderwane od ducha, ale ściśle z nim związane.

Martin Seligman trafnie zauważył, że psychiatria i psychologia od zarania zajmowała się przede wszystkim leczeniem zaburzeń psychicznych i zwalczaniu negatywnych stanów emocjonalnych; dążyła do tego, aby człowiek nie czuł się nieszczęśliwy - nie dbając o zwiększenie pozytywnych doznań lub wykorzystanie swoich atutów.  A przecież w życiu nie chodzi tylko o to, aby przeżyć je bez negatywnych emocji.

Czym jest szczęście? Na pewno nie hedonistycznym odczuwaniem przyjemności, mówi autor książki. Ona bardzo szybko przestaje dawać nam satysfakcje.  Większość osób zapytanych o to, czy chcieliby być podłączeni do hipotetycznej "maszyny doznań", która dawałaby im tylko pozytywne emocje, stanowczo odmówiło. To pokazuje, że chcemy, aby nasze szczęście było zasłużone Zatem szczęście to pozytywne wykorzystanie naszych zalet, robienie tego, w czym jesteśmy dobrzy.

Jak się okazuje, odczuwanie przyjemności przez drogę na skróty (jedzenie czekolady, picie alkoholu, uprawianie seksu) daje o wiele mniej szczęścia niż pomaganie innym. Nawet najmniejszy gest życzliwości (np. pomoc sąsiadce przy przekopaniu ogródka) może dać nam radość i kopa do działania!


Źródło
Prawdziwe szczęście - Martin E.P. Seligman
Wydawnictwo: Media Rodzina